Kacper Mystkowski - Galaktyka iX39 - Rozdział pierwszy
Kacper Mystkowski
Galaktyka iX39
Dedykuję
Zeffowi,
Józefowi.
Witajcie, Ziemianie!
Jesteśmy ludźmi jak wy, ale pochodzimy z innego wymiaru. Nasza galaktyka nazywa się iX39.
Przesyłamy treść tej książki telepatycznie do autora, żebyście mogli nas poznać.
Już dawno zniknęły na naszej planecie państwa i miasta – przekształciły się w systemy.
Nie istnieje konsumpcjonizm. Zastąpił go rozwój osobisty każdego człowieka.
To historia o tym, jak piękny jest nasz świat i jak niebezpieczny.
Mamy nadzieję, że prześlecie nam odpowiedź.
Witaj w otwartym systemie ukrytych informacji.
Część pierwsza
Ten jeden dzień
Rozdział 1
„W naszym społeczeństwie jesteśmy wszyscy jedną rodziną.
Niedługo po naszych narodzinach dostajemy nowych rodziców”.
G. iX39
Jest rok siedemdziesiąty szósty. Czas liczy się od momentu zakończenia Ostatecznej Wojny i zaprowadzenia w świecie zupełnie nowego porządku. Opisywana tu historia zaczyna się w czwartej strefie systemu Aurea. Dzieci weszły w dorosłość. Mają czternaście lat i właśnie żegnają się ze szkołą, Centrum Kształcenia.
Budynek szkolny był wielkości boiska do piłki nożnej. Miał białe ściany i ogromne okna. Na elewacji poprowadzona była metalowa konstrukcja z szybami wentylacyjnymi. Budowla wyróżniała się na tle mniejszych domów. Prowadziło do niej wiele alejek oraz główna droga zastawiona autami. Stał tam też duży szkolny autobus. Przy centralnym wejściu do budynku znajdowała się duża brama, przed którą ustawione były ławki. Po trawniku krążył robot ogrodowy i zbierał śmieci. Nie dało się z nim rozmawiać, ponieważ nie posiadał takiej funkcji. Młodzież stała w pobliżu i czekała na ostatni apel. Wśród zebranych szczególną uwagę budziło rodzeństwo. Casius był w miarę inteligentnym, chociaż nieśmiałym chłopcem. Był wysoki jak na swój wiek. Miał łagodne rysy twarzy i przycięte na jeżyka włosy. Edith była piękną dziewczyną, ze zgrabnym biustem. Miała długie kasztanowe włosy. Wygadana i zadziorna, ale mądra. Przeżyła pewną traumę, która była jej największą tajemnicą.
– A wy jakie macie marzenie? Co będziecie robili po szkole? – zapytał Filip.
Chłopiec miał na głowie czapkę. Była to jedyna rzecz, która pozostała mu po rodzicach. W Aurea rodzice wychowywali dziecko tylko przez pierwsze lata. Potem było ono zabierane do Centrum Kształcenia, żeby dorastać pod opieką kilkunastu specjalistów.
– Ja bym chciał odnaleźć sens życia. Jakaś filozofia albo nie wiem co – odparł Casius.
– Cały jesteś jak filozofia – powiedziała jego siostra.
– Każdy ma prawo wyboru – burknął Filip.
W trakcie rozmowy palili beznikotynowe papierosy. Modne w systemie wśród młodzieży.
– Ty, skoroś taki mądry, to mam pomysł. Dzisiaj jest bardzo ważny dzień. Proponuję, żebyśmy dzisiaj całą dobę rozmawiali o szczęściu, a zasadniczo o sensie życia – powiedziała Edith.
– W porządku. Niech tak będzie – bez większego namysłu odpowiedział Casius.
W pokoju nauczycielskim wrzało. Nauczyciele zastanawiali się, co powiedzieć dzieciom. Przez kilka lat zajmowali się ich wychowywaniem. Każda klasa liczyła pięćdziesięciu uczniów i od początku miała przydzielonych opiekunów. Byli dla dzieci jak rodzina. Uczyli i pilnowali pociechy aż do dziś. Nad Edwinem, głównym wychowawcą, krążył pięciocentymetrowy robot, który pełnił funkcję sztucznej inteligencji. Mógł w każdym momencie zareagować na dane polecenie.
– Dlatego sama rozumiesz, że Casius wyróżnienia dostać nie może – odparł nauczyciel.
– No wiem. Wiem. Jak zdecyduje Zarząd, tak zrobimy – odpowiedziała Eliza. Była kobietą o miękkich rysach twarzy. Jej długie włosy upięte były w kok. Czuć od niej było pozytywną, matczyną energię, tak jakby wszystkie dzieci były dla niej najważniejsze. Wszystkie razem i każde z osobna.
Przed budynkiem szkoły rozległ się ostry dźwięk, nieco podobny do alarmu. Był to znak, że ceremonia zaraz się rozpocznie. Wszyscy powoli zaczęli się zbierać do wyjścia. Wstawali z ławek, kończyli rozmowy, gasili papierosy. Każdy był zaciekawiony tym nowym światem, który czekał po opuszczeniu szkolnych murów.
– Już czas – powiedział Casius.
W głowie usłyszał: „Czas… czas… czas… sss…”. „O nie, tyko nie teraz” – westchnął. W jego umyśle pojawiły się głosy. Niektóre przyjazne, a niektóre groźne, ale wszystkie bardzo irytujące.
Dzieci zbierały się do wejścia na wielką salę. Nauczyciele zajęli miejsce na ambonie. Po chwili wszyscy byli gotowi.
Zgromadzone dzieci były różnego wzrostu. W zasadzie wszyscy małoletni byli szczupli. Mieli na sobie uniformy w kolorze zielonym. W dawnych czasach nosiło się różne ubrania, ale powodowało to podziały, ponieważ niektórzy mieli mało pieniędzy, a inni chodzili w naprawdę drogich ciuchach. Żeby nosić inne ubrania w systemie Aurea, trzeba mieć odpowiedni stopień wtajemniczenia.
Po kilku minutach rada nauczycielska była w gotowości. Na sali zapadła cisza. W pewnym momencie nauczyciel zaczął mówić:
– Witajcie, drogie dzieci, a od dzisiaj już dorośli. Jestem dwieście szesnaście i mam na imię Edwin. Kształciłem was przez te wszystkie lata. Na pewno tęsknicie za waszymi prawdziwymi rodzicami, ale uwierzcie, że dla mnie byliście jak prawdziwe pociechy.
W systemie każdy posiadał swoją trzycyfrową liczbę, którą sam wybierał niczym nazwisko. Liczba definiowała jego osobę. Trzeba było znać podstawy numerologii, żeby dobrze odczytać dane znaki.
– Ja jestem sześćset jedenaście i mam na imię Eliza – powiedziała nauczycielka. – Nigdy wcześniej w historii nie byliśmy tak blisko siebie. Na świecie mamy dziewięćdziesiąt dziewięć systemów, a każdy z nich liczy około miliona ludzi. Nie dotyczy nas problem przeludnienia. Jest tyle miejsca, że można zautomatyzować wiele prac i dostarczać energię tylko ze źródeł odnawialnych. Świat się zmienił i to od was będzie zależało, jak będzie wyglądała przyszłość.
Do mikrofonu podszedł mężczyzna. Teraz to on zabrał głos.
– Przed całkowitą rewolucją, w czasach przed Ostateczną Wojną, czyli w epoce Anarchii, kiedy rządziły państwa i korporacje, edukacja wyglądała zupełnie inaczej niż teraz. Wówczas dzieci były zmuszone do nauki pamięciowej rzeczy kompletnie niepotrzebnych. W naszym systemie jest inaczej, w naszym świecie poziom jest znacznie, ale to znacznie wyższy – powiedział Edwin. Ponieważ zawiesił głos, odezwała się znowu Eliza:
– Wielu z was pamięta początek nauki, kiedy dyskutowaliśmy o samym sensie szkoły. Potem była nauka pisania i czytania. Lekcje liczenia. Mieliście przedmiot o nazwie Wiedza o Ludziach oraz jedną z najbardziej potrzebnych nauk, Sztukę Komunikacji, dzielącą się na dwie części: Dialog oraz Media. Przez ten okres poznaliście samych siebie oraz wasze siostry i braci. Nie macie potrzeby szukania większego sensu, bo ten sens już znacie i rozumiecie. Uczyliście się Etyki i Miłości oraz Drogi Prawdy. Wasze ulubione zajęcia. Wiem, że interesowała was też Kultura oraz Poznanie Boga. Witam was, dorosłych, nasz system jest przed wami otwarty.
Na sali nastąpiło pewne poruszenie. Wszyscy z wypiekami na twarzy słuchali przemówienia. To był ich wielki dzień. Pragnęli tego świata, który znali tylko z opowieści. Przed oczami mieli lata spędzone w szkole. Dokładnie sześć lat. Tyle musiało im wystarczyć, żeby mieć pewność siebie i zdobyć wiele umiejętności potrzebnych do funkcjonowania w społeczeństwie. Nie znali alkoholu, narkotyków czy pornografii. W pewnym sensie byli czyści, ale nie naiwni. Edith powiedziała do Casiusa:
– Nie denerwuj się. Ten dzień to nie koniec świata.
– Wiem, wiem. Cicho, bo zaczyna znowu mówić.
Edwin wykonał polecenie głosowe, które mógł słyszeć tylko on i jego latający robot. Wydawało się, że musiał sobie coś przypomnieć. Tego typu elektroniczne boty były dostępne dopiero po dwudziestym stopniu wtajemniczenia. Wraz z osiągnięciem danego poziomu dostawało się rzeczy i nie trzeba było za nie płacić. Bonusy i przedmioty były różne. Od takich gadżetów jak komputery, po dostęp do lepszej jakości filmów czy książek. Po chwili zastanawiania się kontynuował przemówienie:
– Po naszym dzisiejszym spotkaniu zostaniecie skierowani do darmowego ośrodka mieszkalnego. Waszym zadaniem będzie znalezienie pracy i osiągnięcie kolejnych stopni wtajemniczenia. Jest ich ogólnie trzydzieści dziewięć i każdy kolejny daje wam różne przywileje albo przedmioty. Przykładowo na piątym stopniu możecie uczestniczyć w głosowaniach nad ustawami, które wykonujecie za pomocą opaski osobistej. Wszystkich szczegółów dowiecie się u swoich mentorów.
– Mam nadzieje, że trafi się nam ktoś fajny – powiedział Casius i szturchnął Edith.
– Podatek jest stały i wynosi dwadzieścia jeden kulek miesięcznie. Czym są kulki? To u nas waluta, ale zdobycie takiej ilości kapitału nie jest żadnym problemem. Możecie pracować albo ktoś was może wspierać. Więcej informacji na temat kulek przekażą wam wasi mentorzy – kontynuował Edwin. – Kolejna istotna rzecz to dołączenie do frakcji. Nazywamy je też tajnymi stowarzyszeniami. Będą was one kształcić i przydzielać różne zadania. Realizacja zadań jest potrzebna, żeby awansować na wyższy stopień wtajemniczenia. Zostaniecie teraz skierowani do drugiej albo trzeciej strefy. Wszystkiego dowiecie się wkrótce. To koniec dzisiejszej prelekcji. Ja oraz Zarząd życzymy wam powodzenia w systemie Aurea. Z informacji umieszczonych na tablicy ogłoszeń dowiecie się, kto dostał wyróżnienie.
Na sali zrobił się szum. Wiedzieli już wszystko, co musieli wiedzieć. Teraz mogli pójść po nowe życie. Ponad sto osób skierowało się ku wyjściu. Niektórzy jeszcze siedzieli na swoich miejscach i dyskutowali. Rodzeństwo wyszło na zewnątrz budynku, żeby zapalić. Podszedł do nich Edwin.
– Nie daliśmy ci wyróżnienia, ponieważ według doniesień z wyższej strefy miałoby to zły wpływ na twój rozwój – powiedział do Casiusa. – Co jak co, ale wszystkim kieruje Zarząd. Na pewno niedługo dowiecie się więcej na ten temat.
– Ja się tym wcale nie przejmuję – odparł chłopak.
– Rozumiem. W każdym bądź razie jesteście przydzieleni do strefy trzeciej. Mieszka tam specjalista imieniem Zeff, który poprowadzi was w dalszych krokach ku życiu w systemie.
– O co chodzi z tymi stopniami wtajemniczenia? – spytała Edith.
– To główny mechanizm motywacyjny, na którym opiera się nasze społeczeństwo. Odrzucamy konsumpcjonizm na rzecz rozwoju osobistego i duchowego. W szkole tego nie mieliście. Na pierwszym stopniu dostaniecie elektroniczną opaskę, która służy do komunikacji, przeglądania mapy i oglądania własnej karty postaci, na której będzie oznaczony wasz aktualny stopień. Wraz z jego rozwojem dostaniecie różne przywileje, jak na przykład nowe ubrania, komputery, dostęp do większej ilości zdobyczy kultury oraz wiele, wiele innych rzeczy, takich jak ten mój latający nad głową robot albo własny środek lokomocji.
– Myślę, że rozumiemy – odpowiedział zamyślony Casius. W głowie zaszumiała mu niechciana myśl: „To boli Cas, to boli i boli…”. Dźwięczało mu w uszach.
– Macie tu parę kulek. Za to możecie sobie coś kupić. Na pewno jakiś obiad dobry się wam przyda. Idźcie do mentora. Wszystko będzie dobrze.
– Dziękujemy – wyrwała się Edith. – Mój brat jak zwykle się martwi, ale on przesadza, zawsze przesadza. Cieszymy się, że mogliśmy te lata spędzić z panem i całą nauczycielską grupą. Do widzenia. – powiedziała.
Casius i jego siostra pożegnali się z Edwinem. Wyszli na ulicę prowadzącą przez park do osiedla mieszkalnego. Na dworze był gwar. Ludzie stali w grupkach i rozmawiali. Wyglądało to trochę tak, jakby nie było barier i wszyscy ludzie byli ze sobą w jakiś sposób połączeni. Niektórzy się śmiali, inni stali nieruchomo. Nagle ktoś przebiegał albo wsiadał do samochodu stojącego przy krawężniku. Było koło południa. Słońce prażyło mocno, a rodzeństwo się zastanawiało, co będzie dalej.
– Nadal słyszysz głosy, Casius?
– Nieustannie. Są coraz bardziej irytujące i nie potrafię nad nimi panować. To tak, jakby ktoś wysyłał mi myśli i głosy nie wiadomo skąd – odpowiedział chłopak.
– Na razie nikomu o tym nie mów, bo wezmą cię do strefy piątej i będą trzymać nie wiadomo jak długo.
Casius na chwilę milczał. Faktycznie bał się życia w zamknięciu. Tutaj miał wolność oraz cały świat przed sobą. Po chwili namysłu zmienił temat:
– Mieliśmy dzisiaj rozmawiać o szczęściu i sensie życia.
– Może sensem jest zdrowie. Wtedy byś nie miał głosów… – powiedziała siostra.
– Ech… Naprawdę już nie mam siły na ten temat rozmawiać. Chodźmy jak najszybciej do mieszkania, a później będziemy dyskutować. Póki co wyobraźmy sobie, że nas nie ma i niech każdy siedzi w swojej głowie.
– Jak sobie życzysz.
Szli w ciszy i zamyśleniu. Nurtowały ich te same pytania. Co ich czeka? Jaki będzie kolejny etap ich historii? Czy ludzie są dobrzy?
Komentarze
Prześlij komentarz
Błagam zniszcz mnie lub dodaj mi miłości.