Ciężko mi o tym pisać, bo przede wszystkim czuję wstyd. Mam jednak na tyle odwagi, żeby to zrobić i trochę pomyśleć na temat uzależnienia - uzależnień w ogóle.
Możecie się rozgościć na fotelu, czy na czym tam siedzicie. Włączamy AA albo AN. Spotkanie terapeutyczne w sprawie uzależnień. Cześć, mam na imię Kacper i jestem uzależniony...
Niecałe 20 lat swojego życia byłem uzależniony głównie od dwóch różnych rzeczy, których w tym tekście na pewno nie przytoczę. Zdarzały się krzyżowe uzależnienia. Nie jestem w stanie oficjalnie i z łatwością o tym mówić. Skupię się natomiast na uzależnieniu od gier komputerowych.
Od dwóch lat próbuje pograć dłużej w Tibie. Za każdym razem po miesiącu lub dwóch jestem zmuszony rezygnować, bo czuję, że gra zaczyna mnie uzależniać. Robiłem już różne eksperymenty, ale zawsze wszystko się do tego sprowadza i muszę się wycofać.
Co tracimy będąc uzależnieni?
Są pewne różnice, w zależności od substancji / czynności, powodujące szkody. Podczas terapii udało mi się podzielić szkodliwość na trzy aspekty:
- Skutki fizyczne - Czyli uszkodzenie organów przede wszystkim. Upośledzenie własnego ciała. Serce, płuca, wątrobą, system trawienny. Mózg też.
- Skutki psychiczne - Depresja, schizofrenia, dwubiegunowość i inne choroby psyhicznę. Różne zaburzenia - że ktoś nas śledzi. Ryzyko samobójstwa.
- Skutki społeczne - Odtrącenie lub odrzucenie ze strony bliskich i rodziny. Brak szacunku w różnych miejscach publicznych.
Myślę, że każda osoba uzależniona powinna sobie postawić pytanie, które skutki ich dotyczą. (Powinienem jeszcze dodać Skutki finansowe)
Uniwersalna szkoda uzależnienia.
Będąc w swoim życiu uzależniony od wielu różnych rzeczy, doszedłem do wniosku, że tak naprawdę jest to cholerna strata czasu. Jest to bardzo ważny aspekt. Strata czasu = strata życia = strata potencjału.
Uzależnienie od danej rzeczy wymaga od nas czasu, który na to poświęcimy. Ćpun potrzebuje dwóch dni, żeby się naćpać. Wydać kasę. Potem kilka dni dochodzić do siebie, żeby znów ruszyć w balet. Alkoholik podobnie, chociaż są pewne różnice. Hazardzista dostaje kasę i traci czas w kasynie, żeby potem okłamywać bliskich i szukać źródeł finansowania. Erotoman spędza wiele godzin dziennie na oglądaniu filmów porno, a jeśli jest w miarę przystojny, to może wychodzić na miasto, żeby znaleźć jakiś szybki seks za darmo. Coś pominąłem? Osoba uzależniona od gier komputerowych musi dostosowywać życie do swojego internetowego świata. Z czasem te internetowy jest większy niż normalny. Dlaczego?
Uzależnienie od gier komputerowych
Tak naprawdę jest to nie precyzyjne. Moje uzależnienie dotyczy Tibii, a nie wszystkich gier.
Pierwsze dni fajnie się gra. Są wypieki na twarzy i dopamina wskakuje do głowy i jest kolorowo. Potem wpadamy w rutynę. Rozgrywka jest interesująca. Aż w końcu dochodzimy do jakiejś blokady. Ściana. Poświęcamy w tym momencie już 4-5 godzin dziennie na grę, co wydaje nam się niewiele. Inwestujemy też pieniądzę, jeśli takie mamy.
Ta ściana to mój auto pilot, który krzyczy do mnie "Huston mamy problem" - "Kacper do cholery zaczynasz wpadać w uzależnienie. Przestań grać w to gówno, bo to przecież tylko głupia gra."
Po miesiącu takiego grania Tibia zaczyna żądać coraz więcej. Więcej uwagi, więcej decyzji, większego zaangażowania.
I wtedy właśnie mówię: STOP!
Moja aktualna postać ma 307 level. To całkiem mały wynik na tle profesjonalnych (uzależnionych?) graczy. Myślę, że to około pół roku grania, grając 3-4 godziny dziennie i ucząc się rozgrywki od podstaw.
Miałem już jakies 5-6 podejść, żeby wrócić i zacząć od nowa. Myślałem tym razem, że dojdę do "tej ściany", ale się uprę i będę grał dalej. No niestety się nie da. Chcesz w Tibii wiele znaczyć? To poświęć ogromną liczbę czasu i oddaj tej grze swoją duszę. Wtedy będziesz mistrzem... mistrzem gdzie? Jak gdzie? W społeczności tibijskiej.
Bilans zysków i strat
Teraz gdy przez pół roku pracowałem jako portier, miałem taką refleksję, że oczywiście chciałbym pracować więcej lat, ale najwięcej doświadczenia zdobędę w pierwszym roku. Potem wszystko będzie rutyną.
Myślę, że moje granie w Tibie, testowanie kilkukrotnie gry przez miesiąc lub niecałe dwa, nauczyło mnie czegoś. Nauczyło, bo szedłem drogą serca. Robiłem to na co aktualnie najbardziej miałem ochotę. Ale nie wiedziałem, że to złe. Musiałem się dopiero przekonać.
Wnioski?
Wierzę, że ten czas, który spędziłem na grze nie był toksyczny i bawiłem się dobrze. Kiedyś wrócę, żeby sobie popykać - ale NIGDY, przeNIGDY nie sprzedam swojej duszy, żeby być wysokopoziomową postacią w jakiejś grze. Chyba bardziej szanuje amatorów, z końca łańcucha pokarmowego Tibii, niż graczy TOP.
Najciekawszą rzeczą jest to, w jaki sposób inni gracze postrzegają kwestie uzależnienia od gry MMO. Nie spotkałem się z badaniami na ten temat i chyba jedyna wiedza, to iść porozmawiać z tymi ludźmi. Jednakże z tego co wiem, wszyscy gracze w Tibii wiedza, że ona uzależnia, ale traktują ten temat z uśmiechem, jakby to nie było nic wielkiego.
Podsumowanie
Po raz kolejny otarłem się o nałóg grania w Tibie. Myślę, że zabiera to mnóstwo czasu, ale jeszcze coś. Coś bardzo cennego. Nasza świadomość zamiast błąkać się po myślach, doświadczaniu i kosmosie, planuje kolejne polowanie na potwory. Gra wkrada się do umysłu niczym wirus i musimy żyć z ciężarem, że Tibia będzie zawsze jedną z rzeczy ważniejszych w życiu. - Póki w nią gramy...
Pytania i dyskusja:
1. Chcesz powiedzieć o swoim uzależnieniu od danej rzeczy lub czynności?
2. Zdarzyło Ci się uzależnić od gry komputerowej? Jakie były tego skutki?
Gdybym nie rzucił tej nocy Tibii, to ten tekst nigdy by nie powstał. Wracam do żywych, a post zostawiam Wam jako ciekawostkę.
nigdy od niczego nie byłem uzależniony, aczkolwiek kiedyś zdarzało mi się sporadycznie używanie, czy zachowania ryzykowne, co w sumie o niczym jeszcze nie świadczy, bo tak ma około połowa ludzi na świcie... ale pracowałem z ludźmi uzależnionymi jak terap i moje spostrzeżenia oraz wnioski są takie:
OdpowiedzUsuńjakaś jedna czwarta ludzi uznanych za uzależnionych jest błędnie rozpoznanych i zdiagnozowanych jako uzależnieni... inna sprawa, że postawienie takiej diagnozy wcale nie jest takie łatwe, bo w dużej mierze opiera się ona na Intuicji i prawidłowej ocenie objawów osiowych... niestety wiele osób uprawnionych nadużywa tego rozpoznania kierując się filozofią "dmuchanie na zimne", albo po prostu ze zwykłego pośpiechu... efekt jest taki, że do ośrodków lub na terapie stacjonarne trafiają ludzie, którzy wcale tego leczenia nie wymagają... a to się kończy dla nich marnie, bo to tak, jak podawać antybiotyki zdrowej osobie, której wtedy po prostu one szkodzą...
to oczywiście nie oznacza, że takie pomyłki to ludzie kompletnie zdrowi, tak dobrze nie jest... to są czasem też zaburzeni ludzie, ale potrzebujący zupełnie innej terapii... niestety nieraz dają sobie oni wmówić, że są uzależnieni, ze skutkiem jak wyżej...
w potocznym obiegu bardzo często nadużywa się określenia "uzależnienie", ale z dyletantami nie ma w ogóle sensu gadać, skoro nawet fachowcom zdarzają się takie błędy...
p.jzns :)
p.s. co to znaczy, że "ćpun potrzebuje dwóch dni, żeby się naćpać"?... żaden towar nie jest taki drogi, żeby aż dwa dni zarabiać na jedną działkę... a żeby ten towar przyswoić wystarczy ułamek sekundy...
Usuńa może to chodzi o to, że wystarczy dwa razy, żeby się uzależnić /czyli zostać ćpunem/?... to jest mit - straszydełko... nie istnieje taka substancja, od której można by się tak instant uzależnić... nawet w przypadku tak szybko uzależniających hardkorów jak meth, czy fentanyl musi upłynąć co najmniej miesiąc intensywnego brania, aby mówić o jakichś początkach uzależnienia...
ale wiele osób uzależnia się właśnie dlatego, że wierzą w ten mit... ktoś próbuje raz, drugi, może trzeci, a czwartego dnia ma zejście i uważa, że to są już objawy odstawienia... bzdura... po jednym dniu maksimum jest już po bólu... ale taki gość poddaje się sugestii, klinuje i po jakimś czasie taką metodą faktycznie może się uzależnić...
rozumiesz mechanizm?... wmawiając ludziom zdrowym uzależnienie faktycznie można ich nieraz wpędzić w tą chorobę...
Gdy bierzesz stymulanty to Twoja impreza trwa conajmniej dwa dni. Dlatego napisalem, ze ćpun traci 2 dni zeby się nacpać.
UsuńA rzeczywistość jest taka, że gdy wpadnie w ciąg to kilka dni może mu zająć przyjmowanie.
Mam takiego jednego znajomego. Co raz tam coś wział i od razu poszedl na odwyk. Tak jak piszesz. Bledna diagnoza.
Usuńkiedyś ludzie tak robili, żeby np. wykręcić się od wojska, wtedy służba zdrowia szła im na rękę, żeby ich chronić od systemu... opłacało się być (rzekomym) ćpunem...
Usuńobecnie jest inna sytuacja, ale za to często ma miejsce coś takiego, że rodzina, czy inni bliscy wmawiają komuś chorobę, bo coś im się tam nie podoba, pchają go na terapię, a tam go przyjmują w ramach źle pojętej profilaktyki... a prawda jest taka, że na świecie jest o wiele mniej ćpunów /także alkoholowych/, niż podają statystyki...
Uzależnienie - wszystko jedno jakie - to rzecz straszliwa. Na szczęście mnie nie dotyczy. Ale bardzo współczuję uzależnionym.
OdpowiedzUsuń1) nie, bo nie mam takich
OdpowiedzUsuń2) też nie, kiedyś grałem w jedną grę która codziennie pochłaniała połowę nocy, ale to nie było uzależnienie
W ogame? :)
UsuńJak to mówią: łatwo zacząć, trudno zakończyć.
OdpowiedzUsuńKawa to tez uzależnienie, o czym przekonałam się na własnej skórze, fizycznie i psychicznie...ale podobno oczyszcza wątrobę, a poza tym nie wychodzę poza 4 filiżanki dziennie, a i to rzadko.
Co do pracy, spotkałam byłą uczennicę, która zmienia prace średnio co 3 lata, dłużej nie daje rady...
3 lata to trochę czasu jest.
Usuńja pije 3 filizanki.
od kawy można się uzależnić, jak najbardziej, ale nie można dać się zwariować: nie każdy, kto pije kawę, piwo, czy czegoś tam używa, nawet dość często, od razu jest uzależniony...
UsuńBardzo osobisty i szczery wpis. Świetnie widać Twoją świadomość własnych granic i umiejętność analizy wpływu gry na życie, co jest bardzo wartościowe dla czytelników, którzy mogą zmagać się z podobnymi problemami. Doceniam, że poruszasz nie tylko aspekty psychiczne, ale też społeczne i czasowe – to pokazuje, jak wielowymiarowe jest uzależnienie. Podoba mi się podział na bilans zysków i strat oraz wnioski – pokazuje dojrzałe podejście, że doświadczenie samo w sobie może być wartościowe, nawet jeśli wymaga ograniczeń. Forma jest przyjazna, angażująca i pozwala czytelnikowi zrozumieć Twoją perspektywę, a jednocześnie zachęca do refleksji nad własnym zachowaniem. To naprawdę wartościowy materiał, który może inspirować do zdrowego dystansu wobec gier i innych nałogów.
OdpowiedzUsuńDzięki
UsuńNie tylko opisujesz mechanizm uzależnienia, ale też pokazujesz, jak to wygląda „od środka” – emocje, walka ze sobą, świadomość zagrożenia i w końcu decyzja, by powiedzieć STOP. To wymaga olbrzymiej odwagi i samokontroli.
OdpowiedzUsuńBardzo cenne jest to, co napisałeś o bilansie zysków i strat – nawet w uzależnieniu można wyciągnąć naukę, ale prawdziwe zwycięstwo to odzyskanie kontroli nad własnym czasem i życiem. I właśnie w tym momencie Twój tekst staje się inspiracją, bo pokazuje, że można grać świadomie, a nie być zniewolonym przez grę.
Podoba mi się też Twoje podejście do innych graczy – szacunek dla amatorów zamiast pogoń za TOP-em. To ważne, bo uzależnienie często rodzi poczucie wyścigu, a Ty pokazujesz, że prawdziwa wolność polega na decydowaniu o sobie.
Dzięki
UsuńNie wiem, na czym to polega, ale jestem jakaś niepodatna na uzależnienia. Paliłam papierosy - zachciało mi się rzucić i zrobiłam to z dnia na dzień. Nigdy nie stroniłam od alkoholu (w rozsądnych ilościach oczywiście), mimo to nie wciągnęło mnie picie. No chyba że "taśmowe" czytanie książek to nałóg...
OdpowiedzUsuńKażdy z nas jest uzależniony tylko od czego i jaki to ma wpływ, tak samo mamy te same zachowania ale przecież nikt nie powie że coś jest nie tak. Czy dzień od dnia różni się- jak bardzo. Co robimy co jemy każdy powinien sobie zrobić własne podsumowanie i wyciągnąć wnioski. Powodzenia
OdpowiedzUsuńPotrzebny test. Do przemyślenia.
OdpowiedzUsuń