Taki sobie sens życia obieram
Poznałem ostatnio ciekawego człowieka. Właśnie on jest autorem tej pięknej wygenerowanej przez AI grafiki. Panie duże "L" pozdrawiam Pana z tego miejsca.
Chciałem zaznaczyć, że połowę mniej czasu spędzam, blogując. Znacznie mniej komentuje blogi oraz trochę mniej piszę. Utraciłem trochę wiarę w sens tej "misji", odkąd nikt nie był zainteresowany moją książką...
...książka sprzedała się w ponad dwudziestu egzemplarzach i są to głównie znajomi bliżsi i dalsi.
Jestem na etapie szukania pracy. Zdecydowałem się, że pójdę jako ochroniarz bądź portier. Spokojna praca, gdzie trzeba być wiele godzin na baczności. Niby się nic nie dzieje, a tak naprawdę cały czas się coś dzieje.
Powrócił problem ze spaniem. Parę dni wstaje rano, a potem znowu się przestawiam. Dzisiaj w dzień zasnąłem, więc do rana będę aktywny. Muszę wstać koło południa, żeby wykonać bardzo ważny telefon.
Wiele już mam za sobą. Głównie książkę. Takie to czasy przyszły. Na razie nie mam większych planów. Skupiam się na tym, co jest teraz. Staram się utrzymywać różne przyjaźnie. Gotuję regularne obiady. Coś posprzątam. (rzadko) Gram w fajną grę. Staram się dużo czytać i oglądać. Póki mam na to jeszcze czas.
Pójdę do pracy, to pewnie wiele się zmieni. Z jednej strony jest to bardzo mi potrzebne, a z drugiej trochę się boję. Nie chcę wpaść jak śliwka w kompot w pracę, która mi nie pasuję. Będę musiał uważać, z kim rozmawiam i co podpisuję.
Jesień zaczęła się pełną parą. A teraz obchodziliśmy celtyckie święto Mabon. Z tej okazji miałem jednodniowy post oraz przyrządziłem prosty posiłek z jabłek i ryżu.
Będę tu jeszcze wpadał, ale chyba coś naprawdę się zmieniło.
Pozdrawiam Was!

Współcześnie może tylko książki największych pisarzy (lub znanych celebrytów) sprzedają się same, a wszystkie inne potrzebują mocnego i - powiedziałabym - nachalnego marketingu. Ludzie często kupują ze względu na nazwisko autora, gdy ktoś jest znany, niekoniecznie oznacza to fascynację samą książką. A często bardzo dobre książki nie mają wcale popularności. Widzę to w internetowych sklepach największych wydawców, gdzie nieraz są książki autorów wybitnych sprzedawane w promocjach po 5 zł! Bo o wiele lepiej sprzedają się jakieś celebryckie poradniki niż prawdziwa literatura.
OdpowiedzUsuńMasz przełomowy czas w życiu. Wtedy podejmuje się jakieś decyzje. Jedne zmienią więcej, inne mniej. To, że nastąpią u Ciebie zmiany, może być początkiem nowego etapu. Życzę powodzenia w szukaniu pracy! Oby jak najszybciej udało się znaleźć coś, co Cię usatysfakcjonuje.
Jakieś minimalne nakłady na promocje mógłbym mieć. Ale to chyba za mało, żeby myśleć o tym, żeby się tym zająć.
UsuńKsiążka sprzedaje się tak jak się sprzedaje. Nie ubolewam nad tym. Do końca życia sprzedam nakład. :)
A jeśli będę kiedyś pisał kolejną, to bardziej komercyjnie do tego podejdę...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNie wiem czy masz tego świadomość, ale promowanie i w konsekwencji sprzedaż czegokolwiek w XXI w. jest BARDZO trudną rzeczą i bez nakładów finansowych niczego nie wypromujesz. Jako osoba, która prowadziła firmę mogę ci powiedzieć, że aby mieć sensowne dla małej firmy zasięgi na FB, w 2022 r. należało Zuckerbergowi co miesiąc władować w ryj 1000 zł. Bez mainstreamowych social mediów, którym płacisz za reklamę, żadna promocja czegokolwiek nie istnieje - i tym samym sprzedaż. To nie jest 2006, że wystarczy popisać trochę na blogach i podrzucić linki znajomym.
OdpowiedzUsuńNo i są jeszcze opcje typu kupowanie botów, które napędzą ruch i tak dalej - tyle, że to wszystko wymaga jednego. Realnego i regularnego nakładu finansowego.
Powiem bardzo brutalnie, że mnie na drzewie też nie rośnie i zamiast wspierać innych, wolę wydać swój hajs na siebie albo na nasz dom - to skutek kilkunastu lat bycia olewanym i wykorzystywanym przez ludzi, których w głowie jak naiwna idiotka nazywałam "najlepszymi przyjaciółmi". W sensie, nie bierz tego ad personam bo ciebie przecież ledwo znam, po prostu po terapii mam takie podejście do życia.
Dzięki terapii udało mi się też zrozumieć to, skąd miałam ból tyłka (a miałam swego czasu ostry) o brak atencji i co mogę z tym zrobić, żeby majstrować coś bez względu na odzew i czyjąś aprobatę lub jej brak.
ps. sorry jeśli to brzmi jakoś niegrzecznie czy coś, nie taki był mój zamiar.
UsuńJasne nic sie zlego nie dzieje :) Musialas sie wygadac.
UsuńNooo... ja troche inaczej na to wszystko patrzylem. Myslalem, ze skoro jest duzo komentujacych moj blog, to czesc z osob po prostu zakupi ksiazke. Niestety bylo inaczej.
Trzeba isc do przodu.
Zobaczymy, co bedzie za rogiem...
Książka nie sprzeda się bez hucznej reklamy. Masz nieznane nazwisko, nikt Cię nie szuka. Skąd reszta świata ma wiedzieć, żeś coś dobrego wydał, skoro nie wiedzą o Twoim istnieniu?
OdpowiedzUsuńTak samo moja książka była porażką, bo weszła akurat pandemia i całą kampanię szlak trafił.
Myślałam o firmie ochroniarskiej, bo można wtedy mieć książkę i laptop, można nadrobić to i owo, bo jednak częściej w takiej pracy nie dzieje się kompletnie nic. Czyli miałabym dwie prace w jednym czasie. Wiele osób robi podobnie.
A w ochronie robisz za taką samą pensję, jak w pracy, w której jest ostry zapieprz.
Ale czas jest beznadziejny. Zmiany po 24 godziny by mnie zabiły.
Przed chwila dyskutowalem o relkamie ksiazki. No mnie nie stac zeby wppompować kase i zrobic super reklame.
UsuńPraca w ochronie? Wiesz to nie jest tak pięknie, że siedzisz całą noc na komputerze i robisz to co masz ochote. Tak naprawde musisz pilnowac co w okol sie dzieje. Patrzec na monitoring. Ludzi i samochody. Jesli wkrecisz sie w pisanie to mozesz przegapić cos bardzo waznego.
Mysle ze lekkie zajecia mozna na laptopie robic, ale ogolnie jest caly czas focus na to co jest w okol.
Jak już (prawie) wszyscy napisali powyżej, reklama i sprzedaż książki, czy czegokolwiek, to nie jest proste. Czasami to kwestia mody, kontaktów, szczęścia.
OdpowiedzUsuńCiekawe jak obchodzisz takie celtyckie święto Mabon i skąd taki pomysł?
Powodzenia w poszukiwaniu pracy!
Pozdrawiam! :)
Świeto Mabon obchodzę, bo interesuje się religiami a przede wszystkim Magią. Kiedyś może do niej wrócę, ale to temat na inną okazje.
UsuńMałe zainteresowanie świadczy tylko o tym, że nie jesteś znany jako autor i tyle. Myślę, że nie warto się zniechęcać i pisać nawet dla małego grona odbiorców
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i powodzenia :)
Piszę dla małego grona odbiorców. Do znajomych dalszych i blizsyzch. Ale nie do blogerów, bo ich to nie interesuje.
UsuńSzkoda, że książka nie spotkała się z takim zainteresowaniem, na jakie liczyłeś, ale samo jej napisanie i wydanie to już duża rzecz. Dobrze, że teraz skupiasz się po prostu na codzienności i spokojnie szukasz pracy, która będzie Ci odpowiadać. Czasem właśnie taki okres bez wielkich planów jest potrzebnyy. Miłego dnia!
OdpowiedzUsuńAngelika
Obecnie wydać książkę i sprzedać jej tyle egzemplarzy, aby pokryć kosztu druku, to chyba duży sukces. A że coraz więcej ludzi (oraz AI) bierze się za pisanie, to będzie coraz gorzej przebić się nawet przez krąg znajomych. Ileż to ja spędzam godzin na czytaniu recenzji o książkach, wertowaniu ich fragmentów ‘na stojący’ w księgarniach, przeglądaniu recenzji lub zapoznawaniu się z ich krótkimi opisami—i mimo wszystko wiele z nich odkładam na bok po przeczytaniu kilkunastu, kilkudziesięciu lub nawet i czasami kilkuset stron. Może dlatego głównie staram się czytać literaturę faktu (non-fiction)—jeżeli temat mnie interesuje, to rzadko ich nie kończę. A wybranie dobrej powieści beletrystycznej to prawdziwa sztuka!
OdpowiedzUsuńMój znajomy ponad 20 lat temu napisał książkę autobiograficzną. Wydawca bez pardonu zaproponował wstawienie kilku recenzji—oczywiście, za dodatkową opłatą! Są książki, co posiadają urywki recenzji kompletnie nieznanych ludzi—a nawet nieistniejących. Ot, marketing!
Tak więc nie przejmowałbym się książką. Najważniejsze, że napisałeś, a nawet wydałeś—mało kto może się tym pochwalić.
Pozdrawiam!