Miłość, śmierć i roboty - Netflix (recenzYja)

Nigdy nie wiedziałem, czy się dobrze przygotuję, ale to zawsze tak mam. Dzisiaj opisuję serial, który nie zrobił mnie w butelkę. Ogólnie tylko o takich staram się pisać. Pomysł Wszystko wzięło się z pomysłu. Weźmy, zróbmy animacje, gdzie każdy odcinek będzie o czymś innym. Wszystko w klimatach science-fiction, a na dodatek można mieć skojarzenia z Black Mirror. Każdy pomysł jest wszystkim. Każda cząsteczka jest pomysłem. Trzeba je produkować. Mózg musi pracować na odpowiednich drganiach, żeby dojść do mistrzostwa. Racja Jp na 100% Odcinki trwają średnio 10-20 minut. Jest to zmienne i też ciekawe. Cholernie dobra robota animatorów. Wszystko podane jest w najwyższym możliwym standardzie. Ja nie widziałem kosmosu wcześniej. Dopiero ktoś mi pokazał gwiazdy. Ktoś? To byłeś (aś) Ty? Niewiarygodne. Sens życia jest taki, jaki sobie samemu ustalimy. Jeden woli ziemniaki, drugi woli pokrzywy. Zupa z pokrzywami albo sałatka jest podobno bardzo dobra, a nie próbowałem - a szkoda! Majestat J...